środa, 3 marca 2010

- Podmrok -

Wyobraź sobie ciemność tak nieprzeniknioną, że atramentowa noc nie ma porównania. Nie możesz dostrzec dłoni wyciągniętej ręki. Wyobraź sobie, że przed kilkoma dniami stałeś z drużyną druhów przed wejściem w takie czeluście i bardzo żałujesz, że się wtedy nie rozmyśliłeś. Błądzisz teraz gdzieś pod ziemią... jest tu strasznie duszno i gorąco, a Ty błąkasz się wraz z kilkoma pozostałymi przy życiu przyjaciółmi po sieci rażących swą pustką korytarzy, która zdaje się nie mieć końca. Wydaje się, że krążycie w kółko i powoli zaczyna ogarniać Cię frustracja... Co jakiś czas z ciemności zamajaczy jakieś światło. Nie masz pewności, czy to ślepia jakieś wpatrującej się w Was bestii, blask magicznych kryształów, czy może też coś innego. Właściwie nie chcesz się dowiedzieć... Każde źródło światła jest w tym świecie śmiertelną pułapką, która czeka tylko na osoby na tyle głupie by się zbliżyły. Tyle zdążyłeś się nauczyć przez ten krótki pobyt tutaj, a lekcje te kosztowały Twych przyjaciół życie. Cisza... Niezmącona, wieczna towarzyszka. Tutaj szept zdaje się być rykiem smoka, więc milczycie, by nikt Was nie zlokalizował... Nie słyszysz niczego, prócz bicia własnego serca, które teraz jest tak wyraźne jak dudnienie klasztornego dzwonu. To Cię przeraża... Jest jakby zegarem, który cały czas odlicza... raz... dwa... trzy... nadal idziesz... pięćdziesiąt... sześćdziesiąt... siedemdziesiąt... wciąż te same korytarze... czterysta... pięćset... sześćset... ... ... pięć tysięcy dwieście siedemdziesiąt cztery... osiemnaście tysięcy siedemset czterdzieści trzy... ile jeszcze czasu Ci zostało? Narasta w Tobie napięcie... Przywołujesz w pamięci szczęśliwe obrazy, by urozmaicić nieco czas i dodać sobie otuchy Wspominasz bliskich, wszystkie ważne wydarzenia... Przypominasz sobie kawałek po kawałku cały przebieg Twojego życia... Jakże wspaniały i nierzeczywisty wydaje Ci się teraz tamten świat... Jak marzenie. Tak bardzo odległe. Przypominasz sobie coś jeszcze i ten obraz na długo pozostaje Ci przed oczami... Tawerna - twoja drużyna siedzi popijając trunki przy stole. Radosnej atmosferze towarzyszą przyjacielskie klepnięcia w plecy przeplatane śmiechem plany odnośnie przyszłej wyprawy. Wyprawy, która miała Wam przynieść sławę i bogactwo... tej wyprawy. Nagle zdajesz sobie sprawę, że wielu z tych twarzy już nigdy nie ujrzysz. Zostały gdzieś za Wami skazane na wieczne zapomnienie. Obraz przybiera odcienie szarości i nagle wspomnienie pęka niby bańka - pozostawiając Cię sam na sam z okrutną rzeczywistością. Nie chcesz już niczego wspominać... Nie potrafisz już odgonić od siebie wciąż nastręczających się pytań - kiedy moja kolej? Rozdarty pomiędzy tym światem, a światem potwornych iluzji wywoływanych przez strach stajesz się nieostrożny... Z czasem jest Ci już obojętnie - czy za następnym zakrętem znajdziesz wyjście, czy staniesz twarzą w twarz z Bazyliszkiem... Chcesz po prostu odpocząć... Jeśli nie zginiesz w paszczach potworów, to popadniesz w paranoje i sam się uwolnisz od tej przeklętej tułaczki... Taki jest Podmrok i on sam straszniejszy jest od potworów, które w nim czyhają...
A jednak Mroczne Elfy potrafią przeżyć w tym miejscu. W swym okrucieństwie nazywają je nawet domem. Walcząc ze wszystkim, co napotkają, zdobyły sobie niepodzielne miano władców Podmroku...




* * *



Jak wiadomo, Ilythiiri - bo tak się przedtem zwały - nie zawsze mieszkały w Podmroku. Był czas, kiedy życie ich przepełniał blask słońca i mogły cieszyć się gwiazdami świecącymi nad nimi. Zamieszkiwały Południowe tereny Telmun'u - zwłaszcza te gorące i zalesione. Jednak już wtedy nazywano ich "Mrocznymi" zarówno ze względu na ciemny kolor skóry, jak i serca bijące w ich klatkach. Ich wielki talent magiczny i inteligencja były podziwiane nawet wśród innych elfich plemion, jednak Drowy zwróciły swe bystre umysły w stronę zła i wkrótce bóstwa takie jak Shar i Thanis zajęły szczytowe pozycje w ich panteonie. Jako bardzo wojownicza i arogancka rasa Ilythiiri zaczęli najeżdżać okoliczne ziemie swych sąsiadów - nieważne czy to Ludzi, Krasnali, czy innych Elfów... A wyprawy te obfitowały w niczym nie sprowokowaną przemoc i emanowały okrucieństwem, które na zawsze zamieszkało w duszach Mrocznych elfów. Okoliczne tereny - teraz tylko ponure zgliszcza, wypełnione makabrycznymi scenami i zapachem śmierci - były doskonałym odzwierciedleniem chorego artyzmu Drowów. Jednak ich coraz bardziej śmiałe i nikczemne działania odbiły się echem po wszystkich krainach i zewsząd przybywał każdy, kto dobro nosi w sercu, aby położyć kres masakrze. I stało się tak, że wiele inteligentnych ras sprzymierzyło się i wypowiedziano spaczonym Elfom wojnę. Wskutek wielu bitew - z których najbardziej pamiętne i widowiskowe byłe te magiczne - Drowy pokonano i zepchnięto w głąb ziemi, aby ta nigdy już nie musiała być świadkiem tak krwawych występków... Wydarzenie to nazywane "Upadkiem" jest pamiętane do dziś...
Kolejnym ważnym wydarzeniem jakie miało miejsce w Historii Mrocznych Elfów jest "Rozproszenie". Otóż, gdy rasa odszczepieńców przyzwyczaiła się do nowego, podziemnego środowiska (a nie trwało to zbyt długo), zaczęły się walki z krasnoludami, Głębinowymi Gnomami i jakąkolwiek inna rasą, jaką można było znaleźć - tym razem nie tylko dla przyjemności, ale i o dominację w Podmroku. W niedługim czasie Drowy odniosły znaczne sukcesy - z których największym było zdobycie wielkiej i bardzo bogatej jaskini Krasnoludów - wspaniałego Bhaerynden. Jednak szybki progres i awanturniczość tym razem obróciły się przeciw oprawcom. Każdy miał ambicje i chciał wspiąć się na sam szczyt... Rozpętano wiele wojen domowych i wskutek takich właśnie bratobójczych bitew przez przeciążenia magiczne powstał wybuch tak potężny, ze strop krasnoludzkiej jaskini się zawalił - niszcząc wszystko, co zdołało przetrwać eksplozję... Elfy, które uszły z życiem rozdzieliły się na kilka grup i powędrowały różnymi korytarzami, aby założyć nowe, wspaniałe miasta. Jak nietrudno się domyśleć zawiść nigdy nie opuściła Mrocznych...




* * *


Po rozłamie powstało wiele większych lub mniejszych drowich miast, z których na szczególną uwagę zasługują Lith My'athar czy V'elddrinnsshar. Typowe drowie miasta, ze ściśle podzieloną hierarchią... Zawsze gotowe do rywalizacji ze sobą, chyba, że właśnie szykują jakąś większą bitwę wymierzoną we wspólnego wroga - wtedy łączą się w krótkie sojusze...
Najważniejsze w każdym mieście budynkami były - Świątynia Thanis, Pierwszy Dom (odpowiednik zamku, który zamieszkiwała Królowa, tu zwana Matroną), Akademia Magiczna i Budynek treningu żołnierzy, potem budynki specjalne pokroju magicznego zegara - wszak w Podmroku nie ma słońca i jak tu odmierzać czas? I oczywiście reszta domów szlacheckich - potem mieszczańskich. Każda struktura jest bogato zdobiona, a zwłaszcza te ważne, które zapierają dech w piersiach. Same Drowy są przecież elfami i posiadają niezwykły kunszt i zdolności artystyczne, ale ich sztuka wydaje się być dla mieszkańców powierzchni upiornie piękną i poprzez dziwne kąty i kolorystykę jest przerażająca... Mimo, że Korytarze Podmroku i pełzające tam stwory same stanowią doskonałe zabezpieczenie, to Drowy zabezpieczają się pułapkami i strukturami, które na co dzień służą jako wspaniałe widowisko, ale gdy jakiś colnbluth - nie Drow - chciał niepostrzeżenie wkraść się do miasta, to czeka go niemiła niespodzianka. Pod tym względem prowadzą statuy, które ożywają i atakują... Jako pożywienie dla drowów najczęściej służą bydło-podobne Rothy. Trzyma się je w specjalnych ogrodzeniach, często wyspach... Miasto jest ściśle podzielone na rejony - dla niewolników, mieszczan i tereny górujących nad wszystkimi domami szlachty. Niewolnikami nikt się nie przejmuje i ich sprawa, czy znajdą sobie dom, czy nie. O ile struktury mieszczan są w miarę normalne, to szlacheckie wykraczają daleko poza wyobrażenie zwykłego domu. Wykorzystane Stalagmity i stalaktyty, a często także i jaskinie, lasy grzybowe i ozdoby pokroju gargulców... Widok nadzwyczaj wspaniały.




* * *


"Pozycja" jest najważniejszym słowem w słowniku Drowa. Dla pojedynczego osobnika nie ma nic ważniejszego niż spełnienie. Wspiąć się na szczyt i być tam tak długo ile się da. Mroczny elf już od dziecka uczy się, że jest to jego najważniejszy cel w życiu. I nie cofnie się przed niczym, żeby się ziścił. Nie ma nic przyjemniejszego, niż wykazanie nad kimś swojej dominacji. Przypominanie komuś o jego podrzędności jest tu codziennością. Stąd powszechne zabójstwa i intrygi mające na celu usunąć postawionego wyżej rywala, aby można było zająć jego miejsce... Po jakimś czasie znowu... I tu widać następne prawo Drowów: "Możesz wszystko, tylko nie jawnie". Najgorszym dla wspinającego się po drabinie hierarchii jest to, że inni także mogą zechcieć zaistnieć na scenie Thanis, a wyżej postawieni winni uważać zarówno na awans, jak i na swe plecy, by nie zagościł w nich nóż... Co ciekawe, ta pierwotna potrzeba Ego jest ponad więzy rodzinne. Tam także morduje się, by być tym pierwszym... Ambitne córki po jakimś czasie detronizują swe matki i same stają się Matkami Opiekunkami. Taki proces to normalność...


Cała ta błazenada Mrocznych odgrywana jest nie tylko w potyczkach jeden na jednego... Jej wpływ rozciąga się na domy, a czasami nawet całe miasta... Wojny miedzy domami - najczęściej szlacheckimi - mają tylko jeden cel... Wspiąć się wyżej... Z tego właśnie powodu mordowane są całe rodziny, a najlepsze jest to, że agresorowi nic za taki czyn nie grozi. To wręcz naturalne i dyskretnie popierane. Jeśli nikt z zaatakowanego domy nie przeżyje, by oskarżyć najeźdźców, to wg. zwichniętego systemu sprawiedliwości Drowów nic się nie stało. Trzecia zasada mówi: "Nie ma domu - nigdy go nie było"... Te makabryczne dla powierzchni prawa wynikają niewątpliwie z natury Ilythiiri, ale nie można odmówić plusów takiego wyniszczania się na wzajem. Drowy są zaprawione w bitwach i zajadłe jak mało która rasa...


Następne prawo mówi - "Mężczyzna jest zawsze gorszy..." Chłopcy już od najmniejszych lat muszą dobrze poznać tą lekcję i pamiętać o swojej niższej pozycji. Kobiety dominują - silniejsze i bardziej zdeterminowane... Są tylko Matki Opiekunki, najwyższa profesja jest niedostępna dla mężczyzn, kobiety zmieniają partnerów kiedy i jak tylko chcą, a tamci nic do gadania nie mają... służą jako rozrywka... Kobiety trzeba słuchać, nie można podnosić na nią głosu, a uderzenie jej czy zranienie to zbrodnia karana śmiercią...




* * *


Madailéin Veldriss Elg'caress - Matka Opiekunka w mieście Lith My'athar. Skóra w odcieniach stalowo-srebrnego popielu i spojrzenie bezwzględnej morderczyni. W jej żyłach płynie zimny błękit szlacheckiego rodu Veldriss Elg'caress. Ciało choć silnie zbudowane nie straciło swojej gracji i powabu.
Odziana w szatę wykonaną z najlepszego jedwabiu w kolorach amarantu i burgundu, bardzo wygodną i wytrawną, pod która skrywała się skąpa adamantynowa zbroja. Stop tegoż metalu jest niezwykle twardy, przy czy całkiem elastyczny, więc zbroje - zwłaszcza kolczugi są dobrą ochroną i ani trochę nie krępują ruchów. Także broń jest wspaniała. Piękna, ostra i zabójcza. To ona zasiadała teraz na podwyższeniu w grocie obrad, mierząc świdrującym spojrzeniem szlachcianki zasiadające przy półksiężycowym obsydianowym stole.
Grota ta mieściła się u stóp świątyni Bogini Thanis. Tuż nad stołem zwisała draperia i pomniejsze stalaktyty, rozświetlając sale blaskiem tkwiących w nich ametystów.

 

Siostry Miłosierdzia © 2008 . Design By: SkinCorner